Dyżur na porodówce w ramach zajęć z ginekologii i położnictwa. Ja lekko przerażona, że to co zobaczę zniechęci mnie do dzieci, kolega - że zniechęci go to do kobiet.
Na Izbie łącznie 3 Panie, każda przyszła o innej porze, ale rodzić zaczęły oczywiście w odstępach 15 minut ;)
My już wcześniej umówiliśmy się z jedną z nich, że będziemy przy porodzie - argument, między innymi, że możemy im zrobić ładne zdjęcie rodzinne na koniec. Dodatkowo, Pan zapierał się, że on ABSOLUTNIE nie ma zamiaru być przy porodzie, jak tylko się zaczną zbliżać skurcze parte, to on wychodzi. Powiem szczerze, podzielałam jego poglądy, tzn. niby na co komu facet w takich chwilach? Jak kobieta cała czerwona, rozczochrana, jęcząca z bólu? A jak będzie miała ochotę poprzeklinać? Albo mąż jakiegoś urazu psychicznego dozna?
Czekanie na "końcówkę" trochę zajęło... Pan więc chodził razem z Panią po korytarzu, pilnował, gdy ćwiczyła na piłce, masował krzyż...
I wreszcie się zaczęło! Pani na łóżko porodowe, a Pan... zamiast za drzwi jak deklarował, chwyta Żonę za rękę, cały przejęty jękiem, jaki się jej wyrwał. Nie minęło wiele czasu, jak było "po wszystkim". Pan nagle zrobił się tak entuzjastycznie nastawiony do przecinania pępowiny (a wcześniej nie chciał o tym słyszeć), że trzeba go było przytrzymać, bo nie miał rękawiczek! Poleciał też zaraz za położną do mierzenia i ważenia, zostawiając Żonę... I tu w końcu przydaliśmy się my ;) podaliśmy wodę, otarliśmy czoło... I polecieliśmy wypełniać papiery ;P
Wychodząc po dyżurze, widzieliśmy, jak Pani sobie spokojnie spała na sali poporodowej, a Pan wpatrywał się z uwielbieniem w oczach na przemian w Żonę, i w trzymane na rękach maleństwo. I tak sobie pomyślałam, ze może ten poród rodzinny to jednak nie taka zła rzecz...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą położnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą położnictwo. Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 sierpnia 2011
środa, 27 lipca 2011
Przyjdzie koza do woza...
Wylądowałam na jednej z 3 największych w okolicy porodówek. Miałam być tam 1-2 dni, a potem przenieść się na następne oddziały, żeby zobaczyć, co się dzieje z pacjentkami po porodzie. Ze względu na "braki w kadrach" i szaloną liczbę położnic (oddziałowa z obłędem w oczach negocjowała wypożyczenie łóżka z kardiologii, bo nie miała gdzie położnic z łóżek porodowych przekładać, a następne do rodzenia w kolejce stały...) zostałam dłużej - pełny tydzień. I, jak to na praktykach bywa, rozmowy dyżurkowe różne, plany życiowe i zawodowe... Zostałam zagadnięta, jak mi się położnictwo i ginekologia podobają. Mając pod uwagą fakt, że od pytających zależało, czy spędzę na porodówce następny tydzień, czy przejdę na "połogi" i "gineksy", starałam się odpowiedzieć w miarę dyplomatycznie.
- YYY... wiem, że powinnam mieć pewną wiedzę z tego zakresu, żeby u pacjentek objawy rozpoznać, ale mnie do tego zupełnie nie ciągnie...
- Spokojnie, przyjdzie koza do woza! [i cała dyżurka w śmiech]
A ja głupia myślałam, że chodzi im o staż z położnictwa... Dopiero ciąża otworzyła mi oczy ;P
- YYY... wiem, że powinnam mieć pewną wiedzę z tego zakresu, żeby u pacjentek objawy rozpoznać, ale mnie do tego zupełnie nie ciągnie...
- Spokojnie, przyjdzie koza do woza! [i cała dyżurka w śmiech]
A ja głupia myślałam, że chodzi im o staż z położnictwa... Dopiero ciąża otworzyła mi oczy ;P
Etykiety:
położnictwo,
praktyki,
studia,
V rok
środa, 6 lipca 2011
Spadło wam jakieś dziecko?
Jako, że staż ginekologiczno-położniczy odbywałam na tej drugiej części oddziału, zajmowałam się głównie paniami "po". Ciąża skończona, dziecko urodzone, wszystko fajno, można iść do domu cieszyć się życiem i maleństwem. Iść? Najpierw obowiązkowe 3 doby na oddziale. Tzn., jeśli z Mamą nic się nie dzieje, to Mama może wyjść wcześniej - na własne żądanie. Ale Maluch MA być 3 doby pod obserwacją neonatologów, i koniec! Ma to jak najbardziej swój sens, ale jakby nie w tym kwestia...
Ważne, że żeby para Maluch-Mama mogła wyjść, potrzebne są łącznie 2 wypisy. Decyzja o wypisach Mam zapada koło 8 rano, o wypisach dzieci - koło 10-11.
Często więc bywa tak, że dostajemy do zrobienia 10-15 wypisów Mam, lecimy je robić, a 3 godziny później telefon, że ta nie idzie, tamta nie idzie... Czyli tak zwanie "spada" (z wypisu), najczęściej z powodu dziecka. Czyli akurat tej pani dziś robić nie trzeba, co ma duże znaczenie jak akurat 20 usiłuje wyjść naraz.
Slangowe "spadanie" jest generalnie dość często używane - np. na chirurgii pacjent spada z rozpisu operacji, bo się nażarł schabowych z kapustą, co rodzinka przyniosła (a miał być na czczo!), ktoś spada z przyjęć na internę, bo nogę złamał, i tak dalej...
Akurat, w związku ze szkoleniami różnymi, mieliśmy nagromadzenie wypisów - jakieś 27 - więc informacja o choćby jednym mniej była na wagę złota. Widząc, że neonatolodzy są już po obchodzie, podeszłam po cichutku do kolegi P., który akurat tam pracował.
- Hej, spało Wam jakieś dziecko?
-??? (obłęd w oczach)na podłogę??(kolega znany dowcipniś)
- Serio pytam, mamy roboty od groma, więc chciałam wiedzieć, czy Wam jakieś spadło?
(jeszcze większa panika i niezrozumienie u kolegi P., ja zdezorientowana, bo już nie wiem, czy on żartuje, czy rzeczywiście nie wie o co pytam)
Pani Położna z Neonato się ulitowała nad naszym niezrozumieniem, i wyjaśniła koledze:
- Pani pyta, czy już wiecie, że jakieś dziecko nie wychodzi, bo ma złe wyniki.
A do mnie: - Wie Pani, jeszcze z godzinkę, zanim wszystkie wyniki spłyną, to do Państwa zadzwonimy.
- Dziękuję pięknie, to do widzenia Państwu!
Później we wspólnej dyżurce, kolega P. do mnie:
- Wiesz, jak tak spytałaś, to ja się na serio przestraszyłem, że jakieś upuściłem i mi trauma pamięć wymazała...
Ważne, że żeby para Maluch-Mama mogła wyjść, potrzebne są łącznie 2 wypisy. Decyzja o wypisach Mam zapada koło 8 rano, o wypisach dzieci - koło 10-11.
Często więc bywa tak, że dostajemy do zrobienia 10-15 wypisów Mam, lecimy je robić, a 3 godziny później telefon, że ta nie idzie, tamta nie idzie... Czyli tak zwanie "spada" (z wypisu), najczęściej z powodu dziecka. Czyli akurat tej pani dziś robić nie trzeba, co ma duże znaczenie jak akurat 20 usiłuje wyjść naraz.
Slangowe "spadanie" jest generalnie dość często używane - np. na chirurgii pacjent spada z rozpisu operacji, bo się nażarł schabowych z kapustą, co rodzinka przyniosła (a miał być na czczo!), ktoś spada z przyjęć na internę, bo nogę złamał, i tak dalej...
Akurat, w związku ze szkoleniami różnymi, mieliśmy nagromadzenie wypisów - jakieś 27 - więc informacja o choćby jednym mniej była na wagę złota. Widząc, że neonatolodzy są już po obchodzie, podeszłam po cichutku do kolegi P., który akurat tam pracował.
- Hej, spało Wam jakieś dziecko?
-??? (obłęd w oczach)na podłogę??(kolega znany dowcipniś)
- Serio pytam, mamy roboty od groma, więc chciałam wiedzieć, czy Wam jakieś spadło?
(jeszcze większa panika i niezrozumienie u kolegi P., ja zdezorientowana, bo już nie wiem, czy on żartuje, czy rzeczywiście nie wie o co pytam)
Pani Położna z Neonato się ulitowała nad naszym niezrozumieniem, i wyjaśniła koledze:
- Pani pyta, czy już wiecie, że jakieś dziecko nie wychodzi, bo ma złe wyniki.
A do mnie: - Wie Pani, jeszcze z godzinkę, zanim wszystkie wyniki spłyną, to do Państwa zadzwonimy.
- Dziękuję pięknie, to do widzenia Państwu!
Później we wspólnej dyżurce, kolega P. do mnie:
- Wiesz, jak tak spytałaś, to ja się na serio przestraszyłem, że jakieś upuściłem i mi trauma pamięć wymazała...
Etykiety:
ginekologia,
położnictwo,
staż