Przyjmuję pacjenta na oddział - wyjątkowy zaszczyt mnie kopnął, bo normalnie takie rzeczy to po 3 roku ;P Wyjątkowo trudne pytania co do wieku i zawodu Pacjenta udało się zadać ( i nawet uzyskać odpowiedzi). Przyszłą kolej na wzrost i wagę...
- A teraz zapraszam Pana na wagę, zmierzymy i zważymy.
- Ale po co? Ja mogę Pani powiedzieć, metr osiemdziesiąt i dziewiędziesiąt kilo.
[wątpiący rzut oka na pacjenta, przypominającego postawą niedźwiedzia gotowego na zimowy sen]
- Wie Pan, ta waga to ważna jest... Od niej zależy ilość środków znieczulająch...
- A to przepraszam, skłamałem! 110 kilo!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I rok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą I rok. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 11 października 2011
niedziela, 10 lipca 2011
Szpileczki...
Pierwsze zajęcia w prosektorium, jakkolwiek dość osobliwe, bardzo stresujące nie były. Wymagały sporego przygotowania z teorii, no ale na tych studiach - standard. Niemniej jednak zaczęło zbliżać się koło, i zrobiło się nieco mniej sympatycznie. Wiadomo - na ćwiczeniach za mało czasu, żeby wszystko wykuć, a przecież oprócz tego na inne przedmioty i wejściówki tez trzeba było się przygotować. Zaczęło się więc maksymalne skracanie snu. 3-4 h na dobę, to było minimum do funkcjonowania. Ale, jak nam poradził asystent, przed samym kolokwium należy się wyspać, żeby nie zasnąć podczas pisania odpowiedzi...
Koło praktyczne miało polegać na przyjrzeniu się preparatowi i szpilce w niego wbitej, a następnie wpisaniu w tabelę polskiej i łacińskiej nazwy tego "czegoś", z określeniem strony (np. dłoń lewa/prawa). A przynajmniej tak nam przed kołem powiedziano. Owe "szpilki" zdarzyło się nam widzieć na ćwiczeniach - stare igły do zastrzyków, z czasów gdy się takowe sterylizowało.
Zatem w wieczór przed kołem położyłam się spać już o 21. Wymęczona zasnęłam natychmiast, i do samego ranka śniłam koszmar... Przed moimi oczami pływały kończyny z wbitymi szpilkami, a ja nie mogłam zobaczyć, w co są wbite...Gdy już-już prawie się udawało, znikały i pojawiały się nowe. Ostatni, przy którym się obudziłam, był staw kolanowy, i szpilka wbita w jedno z więzadeł... a ja nie mogłam zobaczyć w które! Krzyżowe przednie? Krzyżowe tylne?
Blada i wymęczona udałam się w podziemia oczekiwać na kaźń. Moi koledzy również zastosowali się do rady asystenta, i spali dłużej, niż zwykle - widać to było gołym okiem, bo mniej byli bladzi i zieloni niż zazwyczaj. Byłam więc, nadal blada, dość dobrze widoczna w tłumie. Życzliwa dusza w postaci koleżanki M. zainteresowała się moim stanem:
- Co, tak długo kułaś? Mówiłaś, że się wyśpisz?
- Nie, całą noc mi się koszmary śniły... Szpilki... Powiedziałam, licząc na odrobinę współczucia. I doczekałam się... całego tłumu pytającego:
- A w co były wbite?!
Koło praktyczne miało polegać na przyjrzeniu się preparatowi i szpilce w niego wbitej, a następnie wpisaniu w tabelę polskiej i łacińskiej nazwy tego "czegoś", z określeniem strony (np. dłoń lewa/prawa). A przynajmniej tak nam przed kołem powiedziano. Owe "szpilki" zdarzyło się nam widzieć na ćwiczeniach - stare igły do zastrzyków, z czasów gdy się takowe sterylizowało.
Zatem w wieczór przed kołem położyłam się spać już o 21. Wymęczona zasnęłam natychmiast, i do samego ranka śniłam koszmar... Przed moimi oczami pływały kończyny z wbitymi szpilkami, a ja nie mogłam zobaczyć, w co są wbite...Gdy już-już prawie się udawało, znikały i pojawiały się nowe. Ostatni, przy którym się obudziłam, był staw kolanowy, i szpilka wbita w jedno z więzadeł... a ja nie mogłam zobaczyć w które! Krzyżowe przednie? Krzyżowe tylne?
Blada i wymęczona udałam się w podziemia oczekiwać na kaźń. Moi koledzy również zastosowali się do rady asystenta, i spali dłużej, niż zwykle - widać to było gołym okiem, bo mniej byli bladzi i zieloni niż zazwyczaj. Byłam więc, nadal blada, dość dobrze widoczna w tłumie. Życzliwa dusza w postaci koleżanki M. zainteresowała się moim stanem:
- Co, tak długo kułaś? Mówiłaś, że się wyśpisz?
- Nie, całą noc mi się koszmary śniły... Szpilki... Powiedziałam, licząc na odrobinę współczucia. I doczekałam się... całego tłumu pytającego:
- A w co były wbite?!
poniedziałek, 4 lipca 2011
Niech pan rzuci okiem...
Ćwiczenia praktyczne z anatomii, prosektorium znaczy. Już bliżej końca roku, więc udało się nam dojść do głowy (system jest taki - bierzemy daną część ciała, i kujemy wszystko hurtem - mięśnie, nerwy itp; kiedyś lecieli układami - same kości, same nerwy).
Jako wielki "rarytas" asystent pokazuje nam gałkę oczną, której pożyczenie wynegocjował od innego asystenta. Wiadomo, wypreparować trudno, ogólnie delikatne to takie... W całej uczelni z 10 mają. Mamy się obchodzić ostrożniej niż ze szkłem. Każdy po kolei przygląda się ze skupieniem, a zajęcia toczą się dalej.
Asystent zaczyna wyjaśniać straszliwie skomplikowany system unerwienia oka i okolic, co jest "współczulne", co "przywspółczulne", dlaczego jak się jednego oka dotknie to i drugie mrugnie... Pełen zapału rysuje na tablicy kolorowymi kredami zwoje nerwowe siakie i owakie, wszyscy patrzą i słuchają z zapartym tchem (wiadomo, koło niedługo!), gdy wtem okazuje się, że kolega J. zamiast stać razem z nami, i spijać słowa z ust Asystenta, opiera się o stół i z zadumą wpatruje w gałkę oczną.
Urażony Asystent: Panie Kolego, proszę tu rzucić okiem!
Kolega J. popatrzył na trzymane oko, popatrzył na Asystenta: Eee, jest Pan pewny, Panie Doktorze?
Jako wielki "rarytas" asystent pokazuje nam gałkę oczną, której pożyczenie wynegocjował od innego asystenta. Wiadomo, wypreparować trudno, ogólnie delikatne to takie... W całej uczelni z 10 mają. Mamy się obchodzić ostrożniej niż ze szkłem. Każdy po kolei przygląda się ze skupieniem, a zajęcia toczą się dalej.
Asystent zaczyna wyjaśniać straszliwie skomplikowany system unerwienia oka i okolic, co jest "współczulne", co "przywspółczulne", dlaczego jak się jednego oka dotknie to i drugie mrugnie... Pełen zapału rysuje na tablicy kolorowymi kredami zwoje nerwowe siakie i owakie, wszyscy patrzą i słuchają z zapartym tchem (wiadomo, koło niedługo!), gdy wtem okazuje się, że kolega J. zamiast stać razem z nami, i spijać słowa z ust Asystenta, opiera się o stół i z zadumą wpatruje w gałkę oczną.
Urażony Asystent: Panie Kolego, proszę tu rzucić okiem!
Kolega J. popatrzył na trzymane oko, popatrzył na Asystenta: Eee, jest Pan pewny, Panie Doktorze?